Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Ryba, woda i przyroda, czyli wspomnienia wędkarza

W tej zakładce chcemy zaprezentować wspomnienia (styl i pisownia oryginalne) naszych kolegów wędkarzy, którzy spisali je i chcą się nimi podzielić.

Jednocześnie zachęcamy innych, jeśli posiadają podobne a mają chęć je zaprezentować innym, to prosimy o przesłanie na adres mailowy pabo100@wp.pl  w celu umieszczenia na stronie Koła.

 

„Opowieść karpiowa” - autor: Tomasz Szymański

Dnia 27.08.2010 r. postanowiłem wybrać się razem z bratem na jedno dobową zasiadkę karpiową na niedawno poznaną wodę niedaleko mojej miejscowości. Pogoda była trochę nie za ciekawa, częste przelotne opady deszczu i wiszące ciężkie burzowe chmury mogły odstraszyć co niektórych wędkarzy. Moje przewidzenia się sprawdziły. Na łowisko dotarliśmy około godz. 18.00 i nikogo nie zastaliśmy. Po dość sprawnym rozpakowaniu się i rozłożeniu całego sprzętu nastąpił czas na przygotowanie łowiska. Na początek postanowiłem sprawdzić strukturę i ukształtowanie dna żeby później nie było jakichkolwiek niepotrzebnych niespodzianek no i żeby być pewnym ze zestawy z zanęta leża tam gdzie chcę. Nie posiadając echosondy tylko używając samego stukadełka ta czynność się trochę przedłużyła, ale za to miałem czytelny obraz dna w okolicy miejsca położenia zestawów. Decyzja padła, że będziemy łapać w różnych miejscach mając nadzieje na szybsze zlokalizowanie ryb. Ja postanowiłem kłaść zestawy jeden pod drugim brzegiem(odległość ok. 100m) na niecałym metrze głębokości gdzie znalazłem ciekawy blat, który nagle schodził dość szybko do 2,5 metra. Tutaj na zestaw powędrowała kulka 25mm wykonana z mixu tandem baitsa fish mix zadipowana w proszkowym dipie homar&rak. Drugi natomiast położyłem z 10 metrów bliżej na głębokości około 3 metrów i tutaj powędrował na zestaw zadipowany w płynnym dipie japońska kałamarnica bałwanek 18mm tonąca (fish mix) i 16mm pływająca japońska kałamarnica, co dało ciekawą prezentację, bo w tym miejscu dno było troszkę bardziej zamulone. Brata oby dwa zestawy uzbrojone w metodę powędrowały na połowę odległości, której ja łapałem. Głębokość wahała się w granicach 2,5 m. Tutaj natomiast przynętą na jednym jak i na drugim zestawie były pływające kulki 18mm total scopex zadipowane w proszkowym dipie o tym samych zapachu. Wybrane miejsca zanęciłem wcześniej mieszanką Pelletu z seri impact „ultra fish pellet”, Pelletem szybko wabiącym „carp pellet japońska kałamarnica”, ziarnem kukurydzy i konopi oraz pokruszonymi kulkami. Po tym całym rytuale można było w końcu spokojnie usiąść otworzyć piwko i podziwiać otaczający nas krajobraz :). Do godziny 1.00 nic się szczególnego nie wydarzyło. Czas sympatycznie leciał przy karpiowych rozmowach a my czekaliśmy wciąż na te upragnione piiiii. Nagle o godz.1.15 zaczął deszcz padać i jak na zawołanie pierwsze branie na mojej wędce gdzie miałem wywiezione pod drugi brzeg. Wyskoczyłem jak pershing z auta i mało co orła nie wywinąłem. Delikatnie zaciąłem i poczułem przeciwnika po drugiej stronie. Pierwsze co to pomyślałem żeby ryba nie weszła tylko w zaczepy, ponieważ parę metrów bliżej są zatopione kołki i gałęzie. Na szczęscie się udało i po około 10 min mogłem się cieszyć z wygranej. Waga zatrzymała się na 8kg.Karp powędrował do worka i czekał na poranną sesje zdjęciową a ja szybko wywiozłem zestaw w to samo miejsce z myślą o powtórce. Adrenalina wciąż krążyła we krwi, więc o spaniu nie było mowy i tak o godzinie 3 słyszę kolejne piiiiiiiii, ostry odjazd z tego samego miejsca i znów podobna obawa. Tym razem postanowiłem zaufać moim przyponom strzałowym wykonanych z zero memory 20 lbs tandem baitsa. Ryba od samego początku ostro walczyła czułem, że to będzie cos większego. Po udanym holu ku mojemu zaskoczeniu ukazał się mój pierwszy życiowy AMUR. Waga pokazała 11 kg. Radość była podwójna, ponieważ z opowieści, które słyszałem to na tym łowisku ciężko jest zmierzyć się z tą rybą. Zaraz po moim braniu nastąpiło branie u brata. Rybę również udało się wyholować i waga wskazała 4,5 kg.

120.jpg320.jpg420.jpg520.jpg

Potem miałem jeszcze jedno branie na drugiej wędce, ale niestety spięte. Do końca zasiadki nic się już nie wydarzyło. Rano nadszedł czas na sesje i zwrócenie rybką wolnośc. Do swojej „mokrości” wróciły w dobrej kondycji a my kazaliśmy żeby kolejnym razem przyprowadziły „dziadków”. I tak nadszedł nielubiany chyba przez każdego z nas czas powrotu. Na pewno tu wkrótce wrócimy, bo woda miło nas zaskoczyła a rybki pokazały, że są chętne do współpracy.

Tomasz Szymański

 

„Zakończenie sezonu 2010” - autor: Tomasz Szymański

Po udanej zasiadce, która miała miejsce w sierpniu tego roku postanowiłem ponownie wybrać się nad tą wspaniałą wodę, która dała mi niezapomniane chwile. Tym razem musiałem liczyć wyłącznie na samego siebie, bo niestety mój kompan nie mógł w tym czasie dotrzymać mi towarzystwa. Chęć spędzenia tych ostatnich chwil i mając nadzieje na ponowną powtórkę z rozrywki była jednak silniejsza, nie zastanawiając się chwili dłużej spakowałem cały karpiowy majdan i udałem się na jednodobową zasiadkę. Miało to miejsce z 13 na 14 października. Na łowisko dotarłem około 16.00, miałem akurat to szczęście, że moje wcześniej poznane miejsce było wolne wiec postanowiłem ulokować się w tym właśnie miejscu. Strategie łapania obrałem podobną jak wcześniej tj. jeden zestaw ulokowałem pod drugim brzegiem ok. 100 m na głębokości około 1 metra, czym jak później się okazało byłem mile zaskoczony, ponieważ temperatura już znacznie spadła i raczej nie liczyłem z tak płytkiej wody na branie. Jednak fakt wcześniejszego złapania z tego miejsca kilku ładnych sztuk nie dawał mi spokoju żeby i tym razem nie spróbować. Drugi zestaw położyłem na głębokości około 3 m. Produktów do nęcenia jak i do zestawów końcowych używałem firmy Tandem Baits, która niejednokrotnie mile mnie zaskoczyła dodatkowo cena i jakość oraz ciekawy dla oka design pozostawia konkurencje z tyłu.

1.jpg2.jpg3.jpg4.jpg5.jpg6.jpg

Tym razem postanowiłem przetestować kulki wykonane z mixu japanes squid fish dodatkowo zaromatyzowane tym samym zapachem, czyli japońska kałamarnica. Łowiłem na tzw. bałwanka tonąca kulka 18 mm własnej produkcji wykonana z w/w mixu i kupna pływająca 16 mm o tym samych aromacie. Przynęty te powędrowały na haczyk evolution nr.2, który był przywiązany do tzw. sztywniaka z miękkim włosem wykonany z zero memory. Jak się okazało ten przypon był skuteczny na tym łowisku, perfekcyjnie zacinał w dolną wargę. Na tej zasiadce skupiłem się wyłącznie na punktowym nęceniu za pomocą metody i materiałów PVA.

7.jpg8.jpg9.jpg10.jpg

Jako zanęty użyłem pokruszonych kulek, mikro peletu z seri ultra fish pellet i szybko wabiący carp pellet oraz sypkiej zanęty i to wszystko zalane boosterem japońska kałamarnica. Najpierw postanowiłem wywieść zestaw pod drugi brzeg. Byłem miło zaskoczony gdyż po powrocie podczas napinania całego zestawu zaczęło coś mi delikatnie ciągnąc swingera. Zdawałem sobie sprawę, że o tej porze brania mogą już tak nie być energiczne, jednak nie przypuszczałem, że tak szybko może nastąpić ta upragniona chwila, natychmiastowo zaciąłem i poczułem przyjemny opór.  Miałem obawę żeby ryba nie weszła tylko w zaczepy, które w tym miejscu są liczne. Po ostrożnym holu udało mi się doprowadzić jak się później okazało karpia do brzegu. Waga zatrzymała się na 12 kg. Symbolicznie parę fotek żeby później zimą mieć co oglądać buzi i do wody. Po tym braniu ponownie wywiezienie w to samo miejsce, drugi zestaw również powędrował do wody i mogłem chwile odetchnąć. Do godziny 6.00 rano nic się szczególnego nie wydarzyło gdy nagle z pół snu budzi mnie dźwięk mojego sygnalizatora. Wybiegniecie z namiotu zajęło mi chwilkę, dodatkowo adrenalina i już stoję twardo na nogach( żadna kawa się nie równa) ostrożnie zacinam i ponownie czuje opór. Z początku ryba wydawała się niemrawa dopiero pod koniec pokazała na co ją stać. Pomyślałem …pamiętaj Tomek nie ma co się spieszyc… po 10 minutach mogłem się cieszyc kolejną zdobyczą. Tym razem rywal okazał się trochę mniejszy, ale również waleczny. Waga wskazała 8 kg.

11.jpg

Te branie również było z płytkiej wody. Po wywiezieniu zestawu usiadłem i zacząłem zastanawiać się dlaczego z głębszej wody nic się nie dzieje, przecież teoretycznie powinny być głębiej tym bardziej, że temp. w dzień wynosiła 8 stopni a w nocy spadła do 2 stopni. No cóż odpowiedź na te pytanie znają chyba tylko miśki ze zdjęc. O godzinie 8.00 doczekałem się brania z głębszej wody, lecz to był tylko karpik 2 kg. Przez resztę dnia nic już się nie wydarzyło po za przerażającą jak to się wydawało na samym początku przygodą (teraz się z tego śmieję).Wypłynąłem z wędką żeby uwolni zestaw z zaczepu, co było bardzo ryzykowne gdyż używam nietypowego małego jedno osobowego pontoniku (przeprawowego) i w drodze powrotnej nagle poczułem jak woda dostała się do pontonu. No i jak to bywa w takich sytuacjach zamiast martwic się o swoje życie to pierwsza myśl…matko stracę sprzęt karpiowy!!! Dostałem takiego POWERA, że chyba mógłbym startować w olimpiadzie.Na szczęście dopłynąłem do brzegu i co się okazało, a no to, że ponton był cały tylko za mało powietrza było i z tyłu w miejscu gdzie jest najbardziej wąski przelała się woda. Jak widać lepszego zakończenia sezonu nie mogłem sobie wymarzyć. W prawdzie nie były to ryby z największego kalibru (nie zawsze to jest najważniejsze), ale satysfakcja i tak była duża, bo największy udokumentowany karp z tej wody to około 15 kg. A więc podsumowując były ryby, emocje i jak zwykle niezapomniane chwile a to jest bezcenne, także jedyne, co mogę sobie i wam koledzy życzyć to jak najwięcej takich chwil w 2011 r.

Tomasz Szymański

 

 

 

 

 

 

prawa_autorskie__1.jpg

Nasze Menu

Nasze filmy

Nasze wiadomości

Komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Nasza sonda

W lecie na urlopie wolisz przebywać:
góry
mazury
morze
nie wyjeżdżam - pozostaję w domu
Głosuj wyniki

Ilość odwiedzin

Reklama